Ufffff 2008-05-12 11:24:03
tytuł mówi sam za siebie. Ulga po kolejnej maturze, tym razem ustnej z polskiego. Prezentacja OK, pierwsze dwa pytania OK, w kolejnych dwóch się zamotałem. Dobrze, że przy rekrutacji na studia nie patrzą na ustny polski.
Moja ulga z kolei nie jest wcale taka pełna. Jutro w końcu historia rozszerzona i to ... obowiązkowa. Trzeba sobie dzisiaj przez najbliższe 14 godzin powtórzyć wszystkie najważniejsze wydarzenia i daty. Ale jak mówi hiszpańska sentencja: Que sera sera. Co ma być to będzie. W końcu jak uważał święty Aleksy: życie jest tylko krótkim etapem w drodze do wieczności. A przecież wieczność jest głównym celem życia Chrześcijanina, a pojedyncze epizody takie, jak chociażby matura są tylko i wyłącznie drobnym urozmaiceniem doczesnego padołu. Może to brzmi naiwnie, jako próba znalezienia pocieszenia tam, gdzie go nie ma. Ale ja tak uważam. Trzeba szukać optymizmu i promieni nadziei tam, gdzie wydaje się, że ich nie ma. Nadzieja jest bowiem ostatnią deską ratunku, gdy pochłania nas morze niepewności i lęku. Może robię się już nudny z piosenką: " You'll never walk alone" ale coś jest w tych trzech sentencjach: Gdy idziesz przez burze, trzymaj głowę wzniesioną wysoko i nie bój się ciemności bo po burzy zawsze przychodzi słońce" [...] " Idź pod wiatr, idź przez deszcz nawet jeśli Twoje marzenia odpływają i powracają" [...] " Idź naprzód z nadzieją w sercu, a nigdy nie będziesz szedł sam" NEVER !!!!!!
skomentuj (2)
Piękne było wczorajsze remedium. 15 km góralem po Głogowie. Objechałem go wzdłuż i wszerz. Niestety już komary dają się we znaki w zwielokrotnionej liczbie.
Dziś z kolei od godziny 11 odbywała się pod Ratuszem prezentacja ekip startujących w 43. edycji kolarskiego Wyścigu Szlakiem Grodów Piastowskich a o godzinie 12 kolarze ruszyli na trasę drugiego etapu liczącego 160 km i prowadzącego do Lubina. Chyba tylko wyścigi żużlowe dostarczają takich emocje co finisze etapów i wszelkich premii górskich, czy lotnych na wyścigach kolarskich ... Pierwszy zza zakrętu odległego o 400 metrów wyłania się motocykl ostrzegający o nadjeżdząjących kolarzach ... mgnienie oka później zza zakrętu wyłania się kłąb kurzu i pyłu wzniecanego przez kolarskie koła z bruku ... 15 sekund później z prędkością 60-70 km na godzinę na kocich łbach głogowskiego rynku finiszują na lotnej premii najlepsi z najlepszych ... Całe widowisko trwa od 60 do 120 sekund ... Ktoś mógłby stwierdzić ... nudne to kolarstwo ... chwila emocji i po wszystkim ... Tak może stwierdzić tylko typowy laik. Największą frajdę przynosi obejrzenie wyścigu od kuchni już 1,5 godziny przed startem. Kolorowy peleton, lśniące w porannym słońcu rowery, przygotowujący się do startu kolarze. A później? Później licytacja wśród kibiców i zapaleńców kolarstwa , Kto wygra? Czy przyjedzie zwarta grupa, czy będą odskoki i dojadą pojedynczy śmiałkowie? kto komu wyskoczy z koła i kto kogo rozprowadzi? I nie mniej ważny strach i obawa o zdrowie zawodników. Każdy kto choć jeden raz zapoznał się w poważniejszej kraksie z asfaltem lub lakierem samochodu, ten nie przejdzie obojętnie wobec pędzącej grupy 120 kolarzy po bruku alejką o szerokości co najwyżej 10 metrów ... Ktoś kto kolarstwem interesuje się od wielkiego dzwonu może stwierdzić... Ach, po co się ścigać ? I tak dojedzie peleton i wygra któryś ze sprinterów po uprzednim rozprowadzeniu wszystkich kolegów z druzyny... Przecież tam się nic nie dzieje... Walczy 5-6 kolarzy a reszta pedałuje, żeby mieć ten etap za sobą, wysiusiać się w celu kontroli antydopingowej, zjeść obiadokolację i pójść spać a jutro znowu usiąść czterema literami na to cholerne twarde i niewygodne siodełko ... Nic bardziej mylnego. Ostatnie kilometry można porównać do dwóch rzeczy: do tańczącego węża zahipnotyzowanego przez zaklinacza oraz do roju pszczół. Wtedy nie walczy tylko i wyłącznie czołówka o zwycięstwo. Wtedy walczą wszyscy i każdy jeden kolarz z osobna. Toczy się wielka wojna i małe wojenki. Jeden kolarz, na ostatnich kilometrach zmienia swoją pozycję w peletonie przynajmniej 100 razy. Ktoś również może powiedzieć... po co światu ten sport. Wygrywa ten kto więcej koksu wziął ... Odpowiadam mu wtedy... Siadaj i jedź w upale 200 kilometrów ze średnią prędkością 42 km/h a na finiszu osiągnij 70 km/h, zalicz dwie kraksy, przyjedź z porantowanym kolanami i na dzień dobry po zejściu z siodełka zostań oskarżony o doping, tylko z tego powodu, że jeden lub dwóch oszustów w peletonie zostali złapani miesiąc wcześniej... ( Co to k... jest? wojna, żeby stosować odpowiedzialność zbiorową ? )Wtedy porozmawiamy o dopingu.
skomentuj (1)
weekend 2008-05-07 21:46:43
No i po Wosie. jest dobrze... i kamień z serca. Swoją drogą taka pogoda, że aż się skupić nie idzie na maturze. Ale trzeba się spiąć, bo głupio byłoby odpuścić na ostatniej prostej i nie zakręcić korbą ostatnie trzy razy w tym wyścigu, jeśli może to nam dać upragnione zwycięstwo.
Piękna ta nasza Ziemia Głogowska. Przyroda daje już znać o swoim pięknie i wiosennym wybudzeniu do życia. Trzeba niedługo odwiedzić na góralu leśne i nadodrzańskie zakamarki.
PS. Powodzenia wszystkim piszącym geografię w piątek. Pokażcie, że pomimo Starosteckiej (która nomen omen była dzisiaj na komisji na WOSie i ... spóźniłaby się jak zwykle wyglądając na nie wiedzącą co się wokół niej dzieje) na 3G w geografii nie ma mocnych!!! Niech cząstka mojej mocy będzie z Wami, gdyż ja udaję się na weekend.
skomentuj (3)
Runda 1 2008-05-05 22:41:57
Jednak matura się do czegoś przydaje. Gdyby nie ów test to prawdopodobnie zapomniałbym o blogu. Odczucia jak najbardziej pozytywne. Co do tych lamentów odnośnie trudnego fragmentu "Lalki". Fakt. Był on trudny i trzeba było go przeczytać nawet 8 razy, ale nie można zapomnieć o tym, że trudność ta dotyczyła wszystkich osób, które wybrały ten temat. Tak więć nie ma co się przejmować tym, iż procentowe wyniki będą ciut gorsze. Jeśli będą to w skali całego kraju. A nieistotne czy się ma 45 czy 95 %. Ważne żeby napisać ponad średnią krajową. A jutro anglik... Obym znowu nie rozwalił radia :P
skomentuj (3)
... 2008-04-24 17:33:22
No i nastała ostatnia wiosna w Dolinie Muminków ... czas pakować walizki i ruszyć w świat jak Włóczykij ...
skomentuj (2)
W końcu po ponad półrocznej przerwie w sobotę wybrałem sie na trening... Może trudno to nazwać jeszcze treningiem. Była to raczej przejażdżka o długości 26 kilometrów, ale za to w bardzo ciężkim leśnym terenie w błocie kałużach i po duktach pokrytych piachem oraz na koniec po asfalcie ... Niby słabo, ledwo przejechałem ... kontuzje i sierpniowa przerwa spowodowana lenistwem dały się we znaki.
W niedziele odbyłem drugi trening ... przez pierwsze 10 km od Głogowa do Jerzmanowej przesiedziałem na siodełku może 1,5 kilometra ... Z bardzo prostych przyczyn ;] Część ciała, na której się siedzi odmawiała posłuszeństwa i za nic nie chciała wytrzymać bólu ... Tak to jest jak się człowiek odzwyczai od czegoś co kiedyś było najnormalniejszą codziennością ... Na szczęście się przemogłem i przez następne 25 kilometrów było już w miarę dobrze ... O dziwo noga też zaczęła podawać, tak że przez ostatnie 15 km średnia oscylowała w granicach 26-29 km/h, co jak na drugi trening jest przyzwoitą prędkością ... Ważniejszym jednak dla mnie jest fakt, iż po 35-kilometrowym treningu nie czułem zmęczenia ... z powodzeniem mógłbym dorzucić jeszcze 10 a żeby zezgonić nawet 20. Do rowera dorzucimy jeszcze trening ogólnorozwojowy, biegi i do kwietnia/maja forma jak ta lala.
skomentuj (0)
|
|